środa, 20 maja 2015

Top 5 ukochanych miejsc - Sofia, Bułgaria, Bałkany

Poniższy wpis powstał w ramach majowego projektu Klubu Polki na Obczyźnie.


Na łono ojczyzny powróciłam ja, w związku z tym szykuje się kolejny post z cyklu "rzyg emocjonalny" ale to jeszcze nie teraz. Może pod koniec urlopu. 
Zamieszania dużo, zgubiłam głowę znów i zapomniałam o wpisie, ale już jest, przybył. Długo się zastanawiałam: pięć moich ulubionych miejsc tam, gdzie mieszkam. Potraktować bardzo ogólnie (Bałkany), ogólnie (Bułgaria) czy szczegółowo (Sofia, w której toczy się moje życie). Potem stwierdziłam, że właściwie po co decydować się na jedno. Mogę wybrać i ogół, i szczegół. Mieszkam na Bałkanach, w Bułgarii konkretnie, ale to jednak Bałkany i to mi jednak przychodzi do głowy kiedy ktoś pyta gdzie mieszkam. Na Bałkanach, w Sofii.

5. Jezioro Ochrydzkie, Macedonia

Nieładnie zacznę od nie-Bułgarii. Miejsce stosunkowo popularne, stosunkowo turystyczne - piszę stosunkowo, bo w skali regionu bardzo, ale w porównaniu z baaaardo popularnym wybrzeżem Chorwacji chociażby, to jednak nie tak bardzo. Ale! 
Jest historia średniowieczna, jest dużo zabytków, dużo nagabywania (może to fakt wizyty nie w sezonie, ale kiedy na angielski odpowiadałam po serbsku, wszyscy stwierdzali Aaaa, to nasza. Żeby nie było, w Macedonii mówi się po macedońsku. Serbski to spuścizna po Jugosławii.), sporo kiczu i krajobraz taki, że chce się płakać. A po drugiej stronie jeziora Albania.



4. Borisova Gradina, Sofia, Bułgaria

Borisova to park. Jeden z wielu w Sofii, trzeba dodać. Największy i najstarszy, jak mi powiedziała Wikipedia. Do dzikiej części mam 5 minut spacerkiem. Do centralnej, "miejskiej", jakieś 15. Genialne miejsce do posiedzenia ze znajomymi na ławce/w altance/na kocu na trawie z piwem, winem, sokiem czy co tam innego lubisz. Jest klub "Maimunarnika" na świeżym powietrzu, gdzie w piątek (15.05) zaczął się sezon koncertowy. Są alejki, dróżki, ścieżki, ścieżynki, podbiegi w górę, zbiegi w dół, perfekcyjnie, jak ktoś lubi biegać - czy to po lesie, żeby się upaprać błotem i innymi substancjami, czy to po bardziej cywilizowanych nawierzchniach. Można pojeździć na rowerze, co bardzo się ceni w miejscu, gdzie jazda rowerem po ulicach jest dla mnie sportem ekstremalnym i igraniem ze śmiercią.
Zdjęć własnych nie mam, wobec tego z pomocą przychodzi mi Internet. 


3. Góry, Bułgaria

Nawet nie ma co rozdzielać które - ponad połowa terenu Bułgarii, to góry i wyżyny, więc proszę. Z Sofii łapiemy autobus, przejeżdżamy kilka przystanków - można iść  góry. Konkretne. Ponad 2000 m.n.p.m. Można złapać inny autobus miejski i iść w mniej konkretne - 1000 m.n.p.m. Można złapać autobus rejsowy, zahaczyć o Płowdiw (również fantastyczne miasto) i wybrać się w Rodopy, o tyleż fascynujące, co nieznane. Góry są wszędzie, dla tych lubiących po nich chodzić, tak naprawdę do wyboru do koloru - niższe, wyższe, mniej i bardziej wymagające. A ja osobiście najbardziej cenię Witoszę, gdzie mogę uciec, kiedy miasto zaczyna mnie męczyć.



2. Belgrad, Serbia

Kto trochę czytał blogaska, ten wie, co się musiało znaleźć. Bez Belgradu nie ma dla mnie ani życia, ani Bałkanów. Jeszcze jakiś czas temu na pewno by się znalazł na pierwszym miejscu, jednak jako że mój stosunek do Sofii zmienił się niesamowicie, to jednak nie. 
Kiedy mogę - jadę. Nowe miejsca, pewnie, oczywiście, chcę zwiedzać, ale przy wyborze - coś nowego czy Belgrad, odpowiem: Belgrad. A później coś nowego. 
Przepiękne miasto, z niesamowitym klimatem, życiem nocnym, któremu nic nie można zarzucić. I moja miłość, jeszcze od kiedy po raz pierwszy tam przyjechałam. A właściwie Beo kocham za nic. Za to że jest Belgradem chyba. :)



I graffiti obok miejsca, gdzie zawsze łapię stopa, które bardzo trafnie ukazuje mój związek z Belgradem:
Bynajmniej nie byliśmy przyzwyczajeniem.


1. Sofia - centrum, Bułgaria

W centrum mieszkam, w centrum gubię czas, który gna, pędzi i ucieka, piątek, sobota, poczekaj! I już nie ma. Generalnie o centrum mówię tutaj jako o miejscu wypadowym. W Bułgarii uwielbiam to, że picie w miejscach publicznych nie jest przestępstwem. Oficjalnie jest zabronione, ale kto by się tam... Nikt nie robi burd, nikt nie robi afer. Siadasz na ławce, na trawniku. Koło ciebie ludzie robią to samo, ktoś przyniesie gitarę, tamburyn, zdarzała się wiolonczela. I to, że obok jest teatr narodowy nie jest żadnym świętokradztwem, bo i co takiego robimy. 
Blisko są moje ulubione miejsca, jak niegdyś zarzekałam się, że nie lubię klubów, tak teraz zupełnie mi nie przeszkadzają, bo idę z towarzystwem, z którym wiem, że i tak będzie dobrze. Jest mnóstwo miejsc, gdzie można dobrze zjeść, posiedzieć, pójść na spacer. Centrum zdecydowanie moim ulubionym miejscem jest, o. I jako że spędzam tu większość czasu (nie licząc pracy), nie mam zdjęć. Wstyd, jak znajdę, to dorzucę. 





Ten projekt jest dedykowany Stowarzyszeniu Piękne Anioły.

Jeżeli spodobał Ci się mój post, możesz wesprzeć Fundację dowolną kwotą. Więcej informacji na naszym blogu: http://klubpolek.pl/?page_id=1702